Witajcie czytelnicy!
Oto w wasze ręce oddaje dziś prolog. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Chciałabym także kilku osobom podziękować.Luisie za to, że potrafiła mnie zmotywować do napisania tego prologu i poganiała.
LaFinDeLaVie za kilka rad dotyczących pisania bloga.
Miśce, Ellen, Dzasmine i Vic za podnoszenie mnie na duchu, kiedy było już źle.
Pati i Annabeth za wsparcie i poprawianie moich drobnych błędów.
Zapraszam do czytania!
``````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````
Nastała zimna, grudniowa noc. Mróz nie przeszkadzał w wykonywaniu misji dwójce młodych łowców demonów. Łączyła ich nie tylko walka, ale również uczucie, które ukrywali przed światem. Alex i Laryssa idealnie wtapiali się w tło. Ubrani w czarne podkoszulki i spodnie, na nogach mieli glany tego samego koloru. Wszystkiego dopełniała ciemna, skórzana kurtka. Wiele osób nie mogłoby zrozumieć, jak ten strój może być dla nich wygodny. Parę godzin wcześniej dostali misję schwytania demona, zabijającego swoje ofiary. Zawsze to były młode kobiety w wieku 20-25 lat. Ciała, pozbawione serc, porzucał w śmietnikach. Można snuć tylko domysły, co z nimi robił.
Magazyn, przy którym się znaleźli, tropiąc demona, wyglądał na opustoszony. Wiedzieli, że mogą zastać tam wszystko.
- To dziś znów mam chronić twój tyłek? - Spytał z szarmanckim uśmiechem Alex.
- I tak raczej wolisz go oglądać - Laryssa prychnęła na niego. - Raczej ja muszę go ratować przed tobą.
- Zawsze chcę go oglądać, kotku - nic sobie nie robił z jej złości.
Spojrzała na niego pobłażliwie i sprawdziła czy broń jest na swoim miejscu. Poszła obejrzeć z zewnątrz magazyn, by wejść do środka. Leniwie spojrzał za odchodzącą, po czym ruszył za nią, by nie stracić z niej wzroku. Widział, że coś się w niej zmieniło, ale nie mógł dostrzec co. Ach ci mężczyźni widzą to, co chcą.
Pod osłoną nocy, w części placu wokół magazynu, gdzie nie sięgało światło lampy, weszli ostrożnie do środka. Wewnątrz panowały egipskie ciemności i przerażająca cisza. Porozumiewając się spojrzeniem, wyciągnęli broń: ona miała szable, a on długi i ciężki Morgenstern. Weszli tylnym wejściem do środka i rozejrzeli się wokół. Wszędzie był kurz, stare rzeczy, jakby nikt dawno tu nie przebywał. Ruszyli ostrożnie, rozglądając się wokół za demonem. Musieli bardzo uważać i nie odchodzić od siebie. Nagle przed nimi wyłonił się wróg. Młodzi ścisnęli mocniej broń w dłoniach i przyszykowali się na uderzenie. Demon pewny swojej wygranej naparł na nich, popychając do tyłu swoją siłą. Musieli rozłożyć swoje siły i moc, by szybko ich nie stracił. Oni i on byli niezwykle zacięci i spragnieni walki. Wykorzystywali wyposażenie magazynu, by odwrócić uwagę lub wykorzystać jako broń. Walka ciągnęła się przez długi czas.
Nagle mocne uderzenie łapy stwora odrzuciło Laryssę kilka metrów do tyłu. To był najpotężniejszy demon, z jakim się do tej pory mierzyli. Wiedzieli, że są jeszcze silniejsi od tego tutaj, więc musieli non stop trenować i udoskonalać się. Alex, widząc jak jego ukochana upada po ataku, jednym skokiem dopadł do niej.
- Wszystko w porządku? - W jego głosie można było wyczuć troskę i strach o nią.
- Tak, tylko trochę się obiłam. Nie martw się. - Próbowała go uspokoić. Mimo to z cichym sykiem, cała obolała się podniosła.
- Musisz bardziej uważać na siebie. - Spojrzał na nią przelotnie, po czym wrócił do szukania w przeciwniku słabego punktu, dzięki któremu go pokonają.
Obydwoje wiedzieli, że nie mogą odpuścić i wycofać się z walki, bo inaczej zginą. Walka zużyła i tak dużo ich siły i mocy. Obydwoje mieli rany, ale nie zwracali na nie uwagi. Wokół nich porozrzucane były szczątki tego, co kiedyś było umeblowaniem magazynu. Ściany chwiały się na wszystkie boki, jakby zaraz miały się zawalić.Ścisnęli mocniej broń w dłoniach. Obydwoje rzucili się na wroga jednocześnie, w tym samym momencie atakując. Nagle demon wbił łapy w ziemię i zrobił nimi szczelinę, tak wielką i tak głęboką, że nie można było dostrzec gdzie jest koniec. To musiała być jedna z jego mocy, którą zostawił na koniec. Pewnie chciał się z nimi pobawić zanim jej użyje. Próbował ich tam zepchnąć, ale nie radził sobie z atakiem dwóch łowców jednocześnie. Wreszcie znaleźli jego słaby punkt. Zaczęli atakować go razem, mimo że już nie mieli sił. W ten ostatni atak na niego włożyli wszystko, co mieli. Była do tego idealna okazja, gdyż stwór znajdował się między nimi a powiększającą się dziurą. Zaatakowali. To była istna przepychanka. Jak ją przegrają to koniec. Krzyknęli i mocniej naparli. Udało się. Spadł, ale jakim kosztem. Magazyn zaczął się walić, musieli natychmiast uciekać. Demon widząc, że zginie, atakiem ostatniej szansy próbował zabić Laryssę, ale Alex ją osłonił, przez co został poważnie ranny.
- Alex! Nieeeeeeeeee! - Krzyknęła, widząc jak jej ukochany upada. Zaczęła go nieść, a raczej ciągnąć w stronę wyjścia. Sama nie miała jednak siły.- Proszę wytrzymaj.
- Zostaw mnie. Ratuj siebie - z trudem wypowiedział te kilka słów. Osunął się na ziemie kiedy go puściła nie mając już jak go nieść.
Czekała ich śmierć pod gruzami. To miała być najcięższa decyzja w jej życiu. Zostawić ukochanego na pewną śmierć czy spróbować go wyciągnąć, choć to mogło się skończyć ich śmiercią.
- Nie mogę ciebie tu zostawić. - z jej pięknych zielonych oczu płynęły łzy. Klęczała nad jego ciałem nie chcąc od niego odejść. - Musisz... musisz wychować ze mną nasze dziecko.
- Nasze... nasze dziecko?- Próbował się podnieść ale nie miał sił.
- Nie miałam, kiedy tobie powiedzieć. Dowiedziałam się tuż przed naszą misją. - Jąkała się. Żałowała, że wcześniej mu nie powiedziała.
- Uciekaj, proszę. Dla naszego dziecka.- Resztkami sił delikatnie pogłaskał ją po policzku.
- Nie pozwolę, by wychowała się bez ojca!- Wykrzyknęła.
- Musisz żyć dla niej, dla mnie, dla siebie. Jeżeli to będzie dziewczynka, daj jej proszę imię Paula. - Alex zamknął oczy.- Kocham Cię.- Więcej ich nie otworzył.
Pochyliła się i pocałowała usta ukochanego. Z bólem serca musiała go zostawić. Podniosła się z trudem i ruszyła w stronę wyjścia, omijając przeszkody. Kiedy odeszła kilka metrów od magazynu, on runął. Wiedziała, że już go nie uratuje. W drodze do domu płakała. Resztkami świadomości ukrywała się przed ludźmi. Dotarła do mieszkania Bengsstonów i tam znalazła schronienie do czasu aż wyzdrowieje. Kiedy odzyskała siły, zniknęła z domu, zostawiając list z podziękowaniami.
Mija długich 8 miesięcy. Upalnego dnia, 17 lipca 1993 roku w szpitalu w Londynie urodziła się Paula Elizabeth Eve Moore. Laryssa, patrząc na nią, nie mogła znieść tego, jak bardzo była podobna do swojego ojca. Nie mogła znaleźć w sobie siły, by się nią opiekować.
Po paru dniach, kiedy wyszły ze szpitala, udała się do Domu Dziecka i tam zostawiła owoc miłości jej i Alexa. Mała Paula spędziła tam 11 lat swojego życia. Wszystko zmienił jeden list.